Przejdź do głównej zawartości

Rutyna

Witajcie,
czas na emigracji tak szybko płynie że nawet sobie nie wyobrażacie...
Prędkość światła to za wolno...  
Podejrzewam że to wina? A może zasługa?? rutyny. Dzień do dnia podobny, wstać, zjeść, zakupy, obiad, praca, spać, wstać, zjeść.... itd.. Z jednej strony to dobrze, bo człowiek nie ma czasu myśleć, wymyślać i przemyślać... Jest to też rodzaj jakiejś stabilizacji. W sumie to ja nawet lubię rutynę, bo wiem czego się mogę spodziewać. Wiem jak będzie wyglądał mój dzień, oczywiście do pewnego stopnia, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.. Lubię ten komfort "wiedzenia", to mnie trochę uspokaja. Kiedyś usłyszałam od znajomej że mam "mózgowe ADHD", właśnie przez ten chaos w mojej głowie, galopadę myśli, trylion pomysłów na ułamek sekundy rutyna mnie ratuje. Wiem co mam zrobić, wiem po co mam wstać, wiem co po czym ma nastąpić. Gdy jakimś cudem umknie mi kawałek układanki, dzień traci równowagę a razem z nim ja... Dlatego lubię rutynę i kocham swój chaos, bo chaos to ja. Mam w swoim grafiku dziennym luki czasowe, właśnie dzięki temu jeszcze nie oszalałam, bo to jest czas na moje "upuszczenie pary", coby się mózgownica nie przegrzała ;)
Tak więc szydełkuję, buszuję po Pinterest'cie, włóczę się z komórką w łapie i pstrykam fotki.
Mój Instagram zaczyna żyć, pomimo że mój smarkfon już niemłody i zaczyna doprowadzać mnie do szału, jednak ma dobry aparat i chyba tylko jeszcze dlatego go nie zmieniłam :D
A co do szydełka... Powstały 2 sowy, meduza, piesek, chusta i kolejna na szydełku wisi, ale mi się chwilowo odechciało... Taaka piękna pogoda za oknem... A tak straszyli że jesienią w Anglii to tylko pada i pada i pada... A tu więcej słońca niż w Polsce... ;)
Jesień też złota, czerwona i ognista. Wiewiórki się ganiają, ptaszki ćwierkają, kaczki masowo przelatują ze stawu na staw :D Głośna ta tutejsza jesień, ale pachnie tak samo.
No dobrze, rozpisałam się że aż strach...
Pora na jakieś zdjęcia, żeby nie było tak pusto ;)

Na dobry początek malutka Blu,
 jedyna panna która jest tu ze mną


Tą drogą codziennie idę do pracy :D



I wracam ;)


Czerwone korale... Czerwone niczym wino...


Kolejny z licznych stawów w Telford



Strój rowerowy :D





Prywatny Hogwart,
jest to budynek Wrekin Collage.
Kocham stare budowle, mają w sobie coś tajemniczego,
magicznego...


Szydełciaki pokażę następnym razem, chociaż niektórzy śledzący mojego Instagrama , są na bieżąco ;)
A co słychać u Was? Jak mijają jesienne wieczory??

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego popisania 

=^-^=

Komentarze

  1. Będąc na emigracji odniosłam takie samo wrażenie...czas nie biegnie,on zapierd.... :P
    Dobrze rozplanowany dzień to podstawa funkcjonowania :) niektórzy nazywają to rutyną :P
    Jesień faktycznie piękna u Was :) ciesz się dobrą pogodą :) bo jesień będzie dłuuuuuuuuuuga,aż do wiosny :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękną masz jesień w Anglii, a nas ostatnio nie rozpieszcza. Słońca jak na lekarstwo i nawet porządnego deszczu nie ma. Zdjęcia przecudne, tyle ciepłych, a nawet gorących kolorów. Zazdroszczę Ci możliwości podziwiania angielskiej architektury.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hello from Spain: Great pics in autumn from England. Keep in touch

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przygarnij mnie....

W niedzielę powstała różowo-włosa panienka. Ma całe 22,5cm wzrostu. Potrafi zginać nóżki i rączki... Starczy reklamy, pora na focie :D Wyszła mi bosko!!   Panienka dostała towarzysza, małą ośmiorniczkę   Te bystre oczka..   I lubi pozować :D     Na koniec dzisiejszy zachód słońca :D   Jeśli komuś wpadła w oko, zapraszam do zakupu. 30 pln + 10 pln przesyłka. Kto pierwszy ten lepszy ;) To miłego wieczorku  =^-^=

Oj, ja nie dobra....

Przepraszam Was wszystkich za moje zniknięcie... W tak zwanym "międzyczasie" sporo się działo... Nie będę Was zamęczać przydługim wywodem. Najważniejszym wydarzeniem jest fakt, że w końcu otworzyłam swój sklepik http://pl.dawanda.com/shop/Galagutek Znajdziecie tam różne różności :D Ostatnio zapałałam miłością do szydełka, do tego stopnia że zapomniałam o lalkach... Powstało gruszkowe trio Zakochałam się w niezniszczalnych kaktusach... Powstała też masa pluszaków... Powstawały też torebki Ale przyszła pora na otrzeźwienie i szydełko poszło w kąt. Niestety do lalek puki co też nie wrócę, ponieważ... Fanfary poproszę... W kwietniu będzie mój wielki dzień!! Gałagutek wychodzi za mąż, mili moi :D Tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszą notkę :D PS. Obecnie wdrażam się w Pin-Up Style :D
Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Tęsknię za tym miejscem... Za Wami wszystkimi... Mój blog bym moim małym światem, cichą, spokojną przystanią w której czułam się bezpiecznie... Teraz nawet nie wiem kto z moich "starych" znajomych jeszcze istnieje i działa w blogosferze... Chciałabym reabimowac mój malutki świat raz jeszcze, tylko czy starczy mi czasu na kolejne zajęcie... Czy będę w stanie publikować regularnie?? Tego obiecać nie mogę... Postaram się..  Ostatnio sporo szydełkuję Efekty bywają różne Np takie: W Telford przyroda poczuła wiosnę i oprócz przebiśniegów koty już marcują... Mech kwitnie... A mi dalej zimno więc robię chusty  :D No to dobranoc przyjaciele  =^-^=