Przejdź do głównej zawartości

Czapeczkowo

Dziś nie mam ochoty na nic... Co prawda uszyłam spodnie, kamizelkę i kilka czapek.... Ale i tak nic mi się nie chce... Mam doła, od rana nic mi nie wychodzi, głowa pęka i rękę sobie tym razem uszkodziłam.... Nożyczki wbiły mi się w podstawę środkowego palca.... Krew leciała pół godziny, ale cóż.... Jakoś sobie trzeba radzić... A jakby tego było mało moje Kochanie doszło do wniosku że mogłabym trochę schudnąć.... Tego było już za wiele nawet jak na oazę spokoju i opanowania, którą ponoć na co dzień jestem.... Cały dzień pod górę....
Dobra, poużalałam się trochę, teraz pora na zdjęcia. Nie będzie to nic szczególnego, bo nawet aparat odmówił mi dziś współpracy....

Na dobry początek obiecana fotka wykroju mojej skromnej produkcji czapki z daszkiem.... Wychodzi lekko kanciata, ale wciąż próbuję, więc może coś mi w końcu wyjdzie ;)


Tu mamy Różę w nowych portkach, kamizelce i czapce, oraz pasku z łańcuszka :D



Pasek ozdobiony pierdółkami, całkiem jak dla sroki....


 a w kieszeni mp4 :D


Owa czapencja miała być torebką, ale skoro weszła na głowę i fajnie wygląda to zostanie jednak czapką...


"Czilałt" :D
(Tylko nie krzyczcie z baaardzo poprawną angielszczyznę.... Nie chce mi się myśleć.........)


No i "gips" kawałek czerwonej taśmy izolacyjnej chwilowo spełnia swą rolę, a do tego stroju nawet, poniekąd pasuje....
(Moja składnia i gramatyka dziś leży i kwiczy...)


Łapa w kieszeni i jest szpan...

R- Ło matulu droga!!! Co żeś ty mi na głowę włożyła??!! Kobieto.... - złapała się za głowę Róża

No tiia... Średnio udana czapa, ale pokazuję ja Wam po to, żebyście zobaczyli co wychodzi z za szerokich i za wysokich sześciu trójkątów wspaniałomyślnie i z pełnym poświęceniem zszytych, pomimo dziury w łapie...
(ale ja dziś marudna...)

Tu model nieco lepszy, choć tym razem owe trójkąty okazały się za "niskie" i czapa wyszła odrobinę za krótka, za płytka, jak kto woli...


Choć na zdjęciach prezentuje się całkiem nieźle :D


Kolejne podejście, tym razem z polaru, odradzam ten materiał, bo jak widać, czapa wychodzi trochę jak babciny beret...




Tu cały skład mej produkcji... Brakuje jednej, bo Róża nie chce jej zdjąć...


Jak widać prace nad pokoikiem powoli się posuwają... Są nowe roślinki i regalik na knigi....
Regalik wymaga jeszcze sporo pracy, ale myślę że będzie tu pasował :D


Na koniec Róża ze śpiochem


The end.
Od razu przeproszę za stylistykę wypowiedzi w dzisiejszym poście... Humor jak zbity pies... Nic nie powinnam dziś pisać, ale później robią się zaległości i powstają kilometrowe posty....
Przepraszam za styl, dziękuję za wyrozumiałość i życzę miłej i wyspanej nocy :*

Ps.

WSZYSTKIM PANIOM
 ŻYCZĘ MIŁEGO DNIA JUTRZEJSZEGO
 NASZEGO ŚWIĘTA 
;D


Komentarze

  1. Właśnie udało mi się skończyć przeglądać całego Twojego bloga i jestem pod wrażeniem! Odwaga w skrobaniu lalek, ich repaint no i zdolności krawieckie... brak słów! zapraszam do siebie też ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. zobacz tez na lalkowy blog ;) mam dwa

    OdpowiedzUsuń
  3. już byłam na obydwu :D
    Fajne są, będę zaglądała ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajne czapeczki :)
    "gips" nawet Róży pasuje :)
    A pokoik coraz ciekawszy się robi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne :)
    Jakie detale podziwiam i " obserwuję".
    Zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super czapuchy. Ja kompletnie nie umiem szyć czapek :/

    No i najlepszego z okazji naszego święta! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czapy super. Dzisiaj będę próbował takie uszyć, więc CZymaj kciuki xP.Strój super :). Biedna Róża...

    OdpowiedzUsuń
  8. trzymaj się,Gałgutku!mi dziś głowa pęka,czuję się marnie :(

    wszystkiego naj naj!

    a czapki bardzo fajne,dobry miałaś pomysł!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Tęsknię za tym miejscem... Za Wami wszystkimi... Mój blog bym moim małym światem, cichą, spokojną przystanią w której czułam się bezpiecznie... Teraz nawet nie wiem kto z moich "starych" znajomych jeszcze istnieje i działa w blogosferze... Chciałabym reabimowac mój malutki świat raz jeszcze, tylko czy starczy mi czasu na kolejne zajęcie... Czy będę w stanie publikować regularnie?? Tego obiecać nie mogę... Postaram się..  Ostatnio sporo szydełkuję Efekty bywają różne Np takie: W Telford przyroda poczuła wiosnę i oprócz przebiśniegów koty już marcują... Mech kwitnie... A mi dalej zimno więc robię chusty  :D No to dobranoc przyjaciele  =^-^=

Przygarnij mnie....

W niedzielę powstała różowo-włosa panienka. Ma całe 22,5cm wzrostu. Potrafi zginać nóżki i rączki... Starczy reklamy, pora na focie :D Wyszła mi bosko!!   Panienka dostała towarzysza, małą ośmiorniczkę   Te bystre oczka..   I lubi pozować :D     Na koniec dzisiejszy zachód słońca :D   Jeśli komuś wpadła w oko, zapraszam do zakupu. 30 pln + 10 pln przesyłka. Kto pierwszy ten lepszy ;) To miłego wieczorku  =^-^=

18.04.2015r

Jak obiecałam, tak robię, dziś będzie post wspominkowy ;) W tytule jest data, bardzo ważna dla mnie. Od tego dnia oficjalnie jestem Panią K. :D Chociaż minęło już trochę czasu ja dalej potrafię podpisać się swoim panieńskim nazwiskiem... Jak to mówią, starego psa ciężko nauczyć nowych sztuczek ;) Jaki to był dzień... Pełen wszystkiego, wszystkich, wszelakiej krwi i maści emocji... Ranek powitał mnie pięknym słońcem, gdy wychodziłam od fryzjerki, mej Anetki, zaskoczył mnie deszcz. Czekając na Pana Młodego niebiosa sypnęły ostrą śnieżycą... Do tego niemiłosierny wiatr, który rujnował wszystkie misterne fryzury i próbował rozbierać wszystkich po kolei...  Na szczęście jak wychodziliśmy z kościoła pogoda spojrzała na nas łagodniej i wyszło trochę słonka a wiatr nieco się uspokoił.  Biała beza-pyza, oto ja :D Moja fryzjerka Anetka stanęła na rzęsach  żeby z mych krótkich włosów wyczarować  fryzurę udającą włosiska po pas ;) A oto dzieło naszej kochanej kw