niedziela, 25 października 2015

Rutyna

Witajcie,
czas na emigracji tak szybko płynie że nawet sobie nie wyobrażacie...
Prędkość światła to za wolno...  
Podejrzewam że to wina? A może zasługa?? rutyny. Dzień do dnia podobny, wstać, zjeść, zakupy, obiad, praca, spać, wstać, zjeść.... itd.. Z jednej strony to dobrze, bo człowiek nie ma czasu myśleć, wymyślać i przemyślać... Jest to też rodzaj jakiejś stabilizacji. W sumie to ja nawet lubię rutynę, bo wiem czego się mogę spodziewać. Wiem jak będzie wyglądał mój dzień, oczywiście do pewnego stopnia, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.. Lubię ten komfort "wiedzenia", to mnie trochę uspokaja. Kiedyś usłyszałam od znajomej że mam "mózgowe ADHD", właśnie przez ten chaos w mojej głowie, galopadę myśli, trylion pomysłów na ułamek sekundy rutyna mnie ratuje. Wiem co mam zrobić, wiem po co mam wstać, wiem co po czym ma nastąpić. Gdy jakimś cudem umknie mi kawałek układanki, dzień traci równowagę a razem z nim ja... Dlatego lubię rutynę i kocham swój chaos, bo chaos to ja. Mam w swoim grafiku dziennym luki czasowe, właśnie dzięki temu jeszcze nie oszalałam, bo to jest czas na moje "upuszczenie pary", coby się mózgownica nie przegrzała ;)
Tak więc szydełkuję, buszuję po Pinterest'cie, włóczę się z komórką w łapie i pstrykam fotki.
Mój Instagram zaczyna żyć, pomimo że mój smarkfon już niemłody i zaczyna doprowadzać mnie do szału, jednak ma dobry aparat i chyba tylko jeszcze dlatego go nie zmieniłam :D
A co do szydełka... Powstały 2 sowy, meduza, piesek, chusta i kolejna na szydełku wisi, ale mi się chwilowo odechciało... Taaka piękna pogoda za oknem... A tak straszyli że jesienią w Anglii to tylko pada i pada i pada... A tu więcej słońca niż w Polsce... ;)
Jesień też złota, czerwona i ognista. Wiewiórki się ganiają, ptaszki ćwierkają, kaczki masowo przelatują ze stawu na staw :D Głośna ta tutejsza jesień, ale pachnie tak samo.
No dobrze, rozpisałam się że aż strach...
Pora na jakieś zdjęcia, żeby nie było tak pusto ;)

Na dobry początek malutka Blu,
 jedyna panna która jest tu ze mną


Tą drogą codziennie idę do pracy :D



I wracam ;)


Czerwone korale... Czerwone niczym wino...


Kolejny z licznych stawów w Telford



Strój rowerowy :D





Prywatny Hogwart,
jest to budynek Wrekin Collage.
Kocham stare budowle, mają w sobie coś tajemniczego,
magicznego...


Szydełciaki pokażę następnym razem, chociaż niektórzy śledzący mojego Instagrama , są na bieżąco ;)
A co słychać u Was? Jak mijają jesienne wieczory??

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego popisania 

=^-^=

wtorek, 6 października 2015

Podróż

Jak pisałam 20 maja wyjechaliśmy na Wyspy. 
Po drodze zabraliśmy syna znajomej.
Chłopak prawie całą drogę przespał...
Sama droga okazała się bardziej prosta niż wynikało to z mapy.
Za Warszawą złapała nas nawałnica stulecia.
Wszystkie samochody stanęły, bo lało ze świata nie było widać...
Jak już dojechaliśmy do Niemiec, to droga sama nas prowadziła.
Dwa dni w podróży, spanie w samochodzie, posiłki na masce samochodu.
 Fajnie było :D
Zgubiliśmy się tylko w drodze do portu, bo znaki są mylące a 
nawigacja ciągnie do Eurotunelu.
Na szczęście po konkretnej wiązance "soczystej polszczyzny" i półgodzinnej tułacze
udało nam się dojechać do portu.
Dalej już z górki...
 Podróż promem. 
Pierwszy raz, wielki prom, wielka woda...
Choroba morska mnie nie dotyczy :D
Na górze promu nieźle wieje, ale widoki warte przewiania :D 

W porcie w Calais jest duży ruch. 
Wszystkie promy są ogromne, zardzewiałe
i pływają w tą i z powrotem ;)


To już widok z mojego promu. Ten był chyba największy i najmniej zardzewiały ;)


Francuzki brzeg



Ktoś ma zajebisty widok z okien... I taka plaża pod oknem... Ah...


A tu już mamy brzeg w Dover i słynne białe skały




Zdjęć z podróży za dużo nie mam, bo robiłam za dodatkową nawigację....
Papierowa mapa jednak czasem wie lepiej ;)
Na miejsce docelowe dojechaliśmy około północy.
Pierwszy tydzień minął na załatwianiu papierów.
Drugi tydzień ciąg dalszy walki z papierami...
Potem do pracy :D
I tak się nam wsiąkło.

Jestem jak ten świstak, 
zawijam bakalie w papierki
 XD

Następnym razem pokażę kilka fotek z wycieczek po okolicy.
A okolica tu jest baaardzo piękna :D

To do  następnego ;)

=^-^=

niedziela, 20 września 2015

18.04.2015r

Jak obiecałam, tak robię, dziś będzie post wspominkowy ;)

W tytule jest data, bardzo ważna dla mnie. Od tego dnia oficjalnie jestem Panią K. :D
Chociaż minęło już trochę czasu ja dalej potrafię podpisać się swoim panieńskim nazwiskiem... Jak to mówią, starego psa ciężko nauczyć nowych sztuczek ;)

Jaki to był dzień... Pełen wszystkiego, wszystkich, wszelakiej krwi i maści emocji... Ranek powitał mnie pięknym słońcem, gdy wychodziłam od fryzjerki, mej Anetki, zaskoczył mnie deszcz. Czekając na Pana Młodego niebiosa sypnęły ostrą śnieżycą... Do tego niemiłosierny wiatr, który rujnował wszystkie misterne fryzury i próbował rozbierać wszystkich po kolei... 

Na szczęście jak wychodziliśmy z kościoła pogoda spojrzała na nas łagodniej i wyszło trochę słonka a wiatr nieco się uspokoił. 

Biała beza-pyza, oto ja :D


Moja fryzjerka Anetka stanęła na rzęsach
 żeby z mych krótkich włosów wyczarować
 fryzurę udającą włosiska po pas ;)


A oto dzieło naszej kochanej kwiaciarki Danusi.
Wszystkie kwiaty w kościele, na sali, w butonierkach,
to jej dzieło...


Oraz jej zdolnego męża Janusza :D


Serce z ręcznie robionych róż robiłyśmy z mamą
 chyba przez tydzień oby nie lepiej...


Pompony to już moje dzieło, siedziałam nad nimi prawie miesiąc...
Wyszło mi ich coś ok 150 sztuk w 3 rozmiarach,
ale efekt był wart zachodu :D


Na koniec kilka ujęć z sesji plenerowej.
Naszym fotografem była przezdolna 
tak, tak, TA Imago :D
Kobieta przejechała całą Polskę specjalnie dla mnie :D




Zimno było jak nie wiem, ale twardym trza być,
nawet jak ci welon na giembę się wpakuje ;P


Och, bym prawie zapomniała...
Tort!!
Tak, pyszny był...
Czekoladowo wiśniowo czekoladowy :D
Mamusia moja robiła i ozdabiała :D



Impreza trwała do białego rana. Za konsoletą siedział DJ Szpila. Najlepszy DJ-Wodzirej na świecie. Załatwił nawet odwiedziny samego Elvisa P. i Sułtana Sulejmana z Szeherezadami :D
I Elianka u nas była i Imago, ale to już wiecie.
W ramach miesiąca miodowego wyemigrowaliśmy do Anglii. 
20 maja wyjechaliśmy naszym samochodem, a 22 byliśmy już na miejscu. 
Z tym że to już chyba opowieść na kolejnego posta, ten i tak już jest przydługawy ;)

ps
 Posty postaram się dodawać co najmniej raz w tygodniu, zapewne będą to niedziele, bo akurat mam nieco wolnego czasu w ten dzień. 

=^-^=

piątek, 11 września 2015

Nieśmiała próba powrotu do blogowego świata...

Ten rok obfituje w niespodzianki.
Pełen jest zamieszania, na szczęście takiego pozytywnego.
Stęskniłam się za blogiem i za Wami...
Obecnie urzęduję na Wyspach, nie mam ze sobą żadnej panny, niestety...
Jeszcze to wszystko opiszę tak na spokojnie, po kolei a jest o czym pisać...

Możecie więc spodziewać się zmiany szaty graficznej na blogu, może trochę innej tematyki...
Zobaczymy jak to będzie.
Wracam, przynajmniej mam taką nadzieję ;)
To do następnego :D

=^-^=

sobota, 21 marca 2015

Oj, ja nie dobra....

Przepraszam Was wszystkich za moje zniknięcie...
W tak zwanym "międzyczasie" sporo się działo...
Nie będę Was zamęczać przydługim wywodem.
Najważniejszym wydarzeniem jest fakt,
że w końcu otworzyłam swój sklepik


Znajdziecie tam różne różności :D

Ostatnio zapałałam miłością do szydełka,
do tego stopnia że zapomniałam o lalkach...

Powstało gruszkowe trio


Zakochałam się w niezniszczalnych kaktusach...



Powstała też masa pluszaków...




Powstawały też torebki



Ale przyszła pora na otrzeźwienie i szydełko poszło w kąt.
Niestety do lalek puki co też nie wrócę, ponieważ...
Fanfary poproszę...
W kwietniu będzie mój wielki dzień!!
Gałagutek wychodzi za mąż, mili moi :D

Tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszą notkę :D

PS. Obecnie wdrażam się w Pin-Up Style :D



czwartek, 18 września 2014

Poduchy

Rozszalałam się :D
Poduchy zawładnęły mną na dobre...
Wieczory coraz zimniejsze, 
więc dobrze jest mieć się przytulić
 do czegoś miękkiego i ładnego :D

Dziś mam 4 sztuki .


Filcowe kwiatuszki
 


Kropelki, już tak jesiennie...
 


Kolorowe kwiatuszki na rozweselenie,
wieki mi zajęło wyszycie tych maleństw.
Uważam jednak że efekt końcowy mnie zadowolił
także możecie spodziewać się większej ilości wyszywanek ;)
 


Falbaneczka
 

Na koniec zaprezentuje się Daniel,
Który wyraźnie nie może pogodzić się z faktem że to już nie lato..
Zdecydowanie odmówił włożenia koszulki...
Stwierdził że jest za dobrze zbudowany żeby się kryć ;)


Daniel wrócił do swojej oryginalnej fryzury.
Perukę wyprostowałam ceramiczną prostownicą do włosów.
Zrobiło się lekkie sianko, ale do opanowania.

Poduszek na razie styknie.
Teraz muszę pomyśleć nad jakimś odzieniem nowym dla stada,
bo większość siedzi na półce półnaga i zafochana...

To bywajcie ;)

=^-^=

wtorek, 16 września 2014

Żyję

Witajcie!

Po pierwsze przepraszam że wcięło mnie na tak dłuuugi czas...
Jestem już i tym razem mam nadzieję że na dłużej.
Odpoczęłam, naładowałam akumulatory 
i mam w końcu wenę :D

Z okazji powrotu weny szyję jak szalona...
Niestety nie ubranka, ale też jest kolorowo!!
Powstają poduchy, oczywiście w wersji mini :D

Niedługo powędrują na e-bay.








 I jak się podobają??

=^-^=