Przejdź do głównej zawartości

Opowiadanie

Wczoraj miał być zamieszczony ten post, ale miałam awarię internetu, tak że będzie dziś ;)
Wczoraj w nocy naszła mnie wena. Mgła była tak gęsta że świata widać nie było i jak to bywa z osobami które mają wybujałą wyobraźnię a w dzieciństwie z wielką namiętnością oglądały za dużo horrorów,  powstało krótkie opowiadanie. Mam nadzieję że moje wypociny komuś się spodobają a jeśli nie to cóż... Płakać nie będę ;)
Na wstępie tylko zaznaczę że jest to mój debiut literacki. Nigdy nie publikowałam niczego co wyszło spod mojego długopisu...

Jak to było z Księżną Walpurią:
Na senne miasteczko, położone w malowniczej dolinie spadła mgła. Gęsta, zawiesista, mroczna pochłaniając resztę poświaty krwisto zachodzącego słońca. Pojawiła się nagle jak duch. Niby niematerialna, ale swą obecnością przygniotła całą nadzieję na spokojną noc. Kobiety w panice, szczelnie pozamykały wszystkie drzwi i okna. Zatkały każdą najmniejszą szparę, żeby tylko nie wpuścić mgły. Ona podsuwała szalone pomysły...
Na bagnach zaczęły majaczyć światła, niczym zjawy ogniste, błądzące bez celu. Raz bliżej raz dalej. Przygasały i rozbłyskiwały jak żarzące się węgle. Unosiły się i opadały w szaleńczym tańcu śmierci. Najgorsza była przeraźliwa cisza, która wdzierała się w każdy skrawek ludzkiego jestestwa... Mąciła spokój duszy. Niema a tak wymowna w swym bycie... Mieszkańcy znów wyruszyli na łowy. Ogarnięty szałem tłum młodych i starych mężczyzn gnał przed siebie. Na oślep, w jednym celu: ZABIĆ!! Szał sięgnął zenitu gdy jeden z młodzieńców dostrzegł krople krwi utoczone przez ostre krzewy. Pobiegła w stronę moczar. Już jest nasza!! 
Zwierzyna była mroczna niczym studnia bezdenna a jednocześnie delikatna jak płatek śniegu, nieuchwytna jak wiatr. Poruszała się z gracją baletnicy, lekkością motyla i szybkością geparda. Drzemała w niej siła, której nikt nie był w stanie pojąć, nawet ona sama... Im mocniej krwawiła, tym stawała się silniejsza... Od narodzin naznaczona mroczną aurą. Jedynie koty i kruki dotrzymywały jej towarzystwa. Narodzona jako człowiek, miała tej nocy zginąć jako bestia. Zastraszona i zapędzona w pułapkę bagien, szamotała się jak dziki ptak zamknięty w klatce.
Nagle, w ciemności nocy, poczuła obecność swego ojca, prawdziwego ojca... Było to uczucie zarazem słodkie i przerażające. Melodyjny, jakby dochodzący z zaświatów głos kazał jej iść w czeluście bagien, odrzucić lęk i wszelkie troski. Dziewczyna mimowolnie posłuchała. Po 21 wiosnach na tym okrutnym, nie tolerującym inności świecie po raz pierwszy poczuła troskę. Było to dla niej tak obce uczucie, że z bólu zaczęła płakać a głos wydobywający się z jej gardła przyprawiał o gęsią skórkę każdego kto go usłyszał. Bezimienna bowiem nigdy nie nauczyła się ludzkiej mowy. Wychowana przez wilki umiała jedynie wyć. Jej głos był jak śpiew Syreny, przerażająco piękny, hipnotyczny. Tej nocy uwiodła syna najbogatszego człowieka w mieście. Żywiła się krwią, ale On nie miał być kolejnym posiłkiem. Niestety, zanim przemiana się dokonała zostali znalezieni. Oblubieńcowi wbili kołek w pierś, ona zdążyła czmychnąć.
Na przerażone zawodzenie dziewczyny z oparów mgły i bagiennych gazów wyłoniła się sfora białych jak śmierć wilków, budząc przerażenie wśród myśliwych. Kule ich nie sięgały, nie zostawiały śladu. Ducha nie można zabić... Wściekły tłum szybko stracił zapał do walki. Ciszę rozdarło wołanie o pomoc i urywane modły o życie. Wilki były głuche na ich szlochy...
Dziewczyna idąc za głosem swojego stwórcy rozpłynęła się we mgle razem ze swoim stadem. Więcej nikt już jej nie widział...
Każdy kto tej nocy był na polowaniu do domu wrócił jako siwy,  niedołężny starzec... Większość jednak nie wróciła już nigdy. Od tamtej pory nikt nie odważył się wkroczyć na bagna, szczególnie w taką noc jak ta. Jesienną, mokrą i mglistą. Mgła jesienna jest przerażająca. Ciężka, zawiesista, stęchła. Często gdy wieje wiatr od strony bagien czuć ją mokrym psem. W takie wieczory nikt nie wychodzi, miasto zamiera w napięciu oczekiwania. Zwierzęta kulą się po kątach, tylko psy złowieszczo wyją przerażone...  Znad bagien dociera w odpowiedzi zawodzenie wilczej sfory i cichy śpiew, niczym śpiew Syreny... Ale to już opowieść na inny raz...      
   Dobranoc!!
Ma się tego pomysła jak by tu samemu se stracha napędzić, co nie??!?? :)

Komentarze

  1. fajne :D
    tylko czepię się, przepraszam tak już mam, na końcu samym powinno być 'kątach' a nie 'kontach' ;)
    ogólnie podziwiam zdolność pisania, ja zawsze kiepska w te klocki byłam... ;]

    Na mnie taka gęsta mgła też działa, tylko ja lecę z aparatem wtedy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja wcale nie zamierzam czytac i wcale nie watpie ze opowiadanie jest swietne (przeczytalam jednym ciegiem co do tej pory opublikowalas,wiec o czyms to swiadczy).Ale za bardzom strachliwa-nie mysle spac przy zapalonym swietle i zrywac sie z okrzykiem na ustach wsrod nocy (niestety nader czesto sie zdarza).
    Lubie sie bac a zupelnie sie do tego nie nadaje:]

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za "czepianie się", naprawdę. Mój wieczny problem... Z góry przepraszam za błędy ort. Jak ktoś zauważy "byka" to proszę dać znać, niestety czasem nawet ich nie zauważam...

    Może następne opowiadanie będzie o czymś przyjemnym, postaram się :)

    Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny, to mnie motywuje do dalszego działania :*

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze ,że już jest jasno hehe :) świetne opowiadanie podziwiam :) ja bym chciała coś napisać ale nie dane mi się chyba zabrać do tego hehe :) czekam na kolejne opowiadania z niecierpliwością

    OdpowiedzUsuń
  5. Agata, to jest świetne :) Pisz dalej. Powaga. AGA

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze raz dziękuję!!
    Szczerze, nie spodziewałam się tak pozytywnych komentarzy :D
    Ja mgłę uwielbiam, ale po 20 minutach we mgle zaczyna mnie dusić, za duża wilgotność i niestety, jak jest tak fajnie to muszę w domu siedzieć... :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Poduchy

Rozszalałam się :D Poduchy zawładnęły mną na dobre... Wieczory coraz zimniejsze,  więc dobrze jest mieć się przytulić  do czegoś miękkiego i ładnego :D
Dziś mam 4 sztuki .

Filcowe kwiatuszki

Kropelki, już tak jesiennie...

Kolorowe kwiatuszki na rozweselenie, wieki mi zajęło wyszycie tych maleństw. Uważam jednak że efekt końcowy mnie zadowolił także możecie spodziewać się większej ilości wyszywanek ;)

Falbaneczka
Na koniec zaprezentuje się Daniel, Który wyraźnie nie może pogodzić się z faktem że to już nie lato.. Zdecydowanie odmówił włożenia koszulki... Stwierdził że jest za dobrze zbudowany żeby się kryć ;)

Daniel wrócił do swojej oryginalnej fryzury. Perukę wyprostowałam ceramiczną prostownicą do włosów. Zrobiło się lekkie sianko, ale do opanowania.
Poduszek na razie styknie. Teraz muszę pomyśleć nad jakimś odzieniem nowym dla stada, bo większość siedzi na półce półnaga i zafochana...
To bywajcie ;)
=^-^=

upss...

Szukałam dziś czegoś w bezmiarze internetu...
Znalazłam swego zapomnianego bloga....
Wczoraj znalazłam swoja maleńką Blu...
Czy to znak ze mam tu powrócić?
Pomyślę nad tym, puki co działam na instagramie ;)

Rutyna

Witajcie, czas na emigracji tak szybko płynie że nawet sobie nie wyobrażacie... Prędkość światła to za wolno...   Podejrzewam że to wina? A może zasługa?? rutyny. Dzień do dnia podobny, wstać, zjeść, zakupy, obiad, praca, spać, wstać, zjeść.... itd.. Z jednej strony to dobrze, bo człowiek nie ma czasu myśleć, wymyślać i przemyślać... Jest to też rodzaj jakiejś stabilizacji. W sumie to ja nawet lubię rutynę, bo wiem czego się mogę spodziewać. Wiem jak będzie wyglądał mój dzień, oczywiście do pewnego stopnia, bo wszystkiego nie da się przewidzieć.. Lubię ten komfort "wiedzenia", to mnie trochę uspokaja. Kiedyś usłyszałam od znajomej że mam "mózgowe ADHD", właśnie przez ten chaos w mojej głowie, galopadę myśli, trylion pomysłów na ułamek sekundy rutyna mnie ratuje. Wiem co mam zrobić, wiem po co mam wstać, wiem co po czym ma nastąpić. Gdy jakimś cudem umknie mi kawałek układanki, dzień traci równowagę a razem z nim ja... Dlatego lubię rutynę i kocham swój chaos, bo ch…